Jak zaprosić na randkę przez wiadomość
6 min czytania
Rozmowa idzie dobrze. Odpisuje szybko, żartujecie, wiesz już, gdzie pracuje i czego nie znosi w poniedziałki. I wisicie tak od dwóch tygodni, bo nie masz pojęcia, jak zaprosić na randkę przez wiadomość, żeby nie zabrzmiało to sztucznie.
Idealnego momentu, na który czekasz, nie ma. Jest za to moment, po którym robi się za późno — i większość mężczyzn przekracza go, w ogóle tego nie zauważając.
Zaproś wcześniej, niż ci się wydaje
Dobry moment przychodzi po kilku dniach pisania, nie po dwóch tygodniach. Wystarczy kilkanaście wiadomości i jeden temat, przy którym oboje napisaliście coś od siebie, a nie tylko odbiliście piłkę. Tyle. Na nic więcej nie ma co czekać.
Długie pisanie nie buduje napięcia, tylko je zużywa. Po dwóch tygodniach codziennej wymiany zdań nie jesteś kimś, kogo chce poznać — jesteś kontaktem, z którym się pisze. Aplikacje są pełne rozmów, które ciągnęły się miesiąc i skończyły się niczym, bo obie strony czekały, aż ta druga coś zaproponuje.
Jest też powód czysto praktyczny. Ona pisze równolegle z kilkoma osobami. Ten, kto pierwszy proponuje spotkanie, przestaje być jedną z rozmów w skrzynce i staje się planem na czwartek.
„Może kiedyś coś wymyślimy” to nie jest zaproszenie
Brzmi jak zaproszenie i pewnie tak było pomyślane, tylko że nie ma w nim niczego, na co da się odpowiedzieć „tak”. Do ustalenia zostaje wszystko: co, gdzie, kiedy — a do tego jeszcze pytanie, czy mówiłeś poważnie, czy tylko podtrzymywałeś rozmowę.
Propozycja bez konkretu jest wygodna głównie dla ciebie i dlatego tak łatwo ją wysłać. Jeśli nie odpowie entuzjastycznie, formalnie nic się nie stało, bo formalnie o nic nie pytałeś. Tylko że w ten sposób nie dostajesz odmowy. Nie dostajesz niczego.
Tak pisze większość
moglibyśmy się kiedyś spotkać, jak będziesz miała czas
Wyślij to
słuchaj, w czwartek o 18 jestem wolny — kawa na Mokotowie? znam tam jedno miejsce, gdzie nie da się źle zamówić
Pierwsza wiadomość wymaga od niej ułożenia całego planu i domyślenia się, czy to w ogóle była propozycja. Na drugą odpowiada się jednym słowem — a nawet jeśli tym słowem jest „nie”, wiesz już, na czym stoisz.
Konkret znaczy: miejsce, dzień, godzina
Sensowne zaproszenie ma trzy elementy. Bez któregokolwiek z nich zamienia się w ustalanie szczegółów, które nie ma końca.
- 01Miejsce. Konkretne, nie „coś w centrum”. Jedna kawiarnia, jeden bar, jedna nazwa. Wybierasz ty, bo to ty zapraszasz.
- 02Dzień. Jeden, najwyżej dwa do wyboru. Trzy terminy to już nie propozycja, tylko ankieta.
- 03Godzina. Bez niej zostaje wam do dogadania pół dnia i rozmowa wraca do punktu wyjścia.
Do tego jedna rzecz, o której łatwo zapomnieć: pierwsze spotkanie ma być krótkie i tanie. Kawa albo jedno piwo w środku tygodnia. Kolacja w sobotę to trzy godziny zobowiązania dla dwóch osób, które nie wiedzą jeszcze, czy się lubią — i właśnie dlatego łatwiej ją odrzucić niż kawę o 18.
Tak pisze większość
to co, może w weekend coś zjemy? daj znać, kiedy ci pasuje
Wyślij to
w środę po pracy jestem wolny. wino na placu Zbawiciela o 19?
W pierwszej nie ma żadnego z trzech elementów, więc odpowiedzią na nią nie będzie „tak”, tylko kolejne pytanie. Druga ma miejsce, dzień i godzinę, a mieści się w dwóch linijkach — konkret nie wymaga długości.
Gdy odmówi, ale nie zamknie tematu
„W czwartek nie mogę, mam trening” to nie jest odmowa. To informacja o czwartku. Rozróżnienie jest proste: jeśli podaje powód albo dopisuje cokolwiek od siebie, temat żyje. Jeśli odpowiada samym „nie mogę” i na tym poprzestaje, temat jest zamknięty.
Jeśli żyje, odpowiadasz jednym zdaniem z nowym terminem. Bez dopytywania, czy na pewno chce, i bez wycofywania się na wszelki wypadek.
Tak pisze większość
aa okej, rozumiem, to może kiedy indziej, jak znajdziesz chwilę
Wyślij to
to wtorek. ta sama kawa, ta sama godzina
Pierwsza odpowiedź brzmi jak wycofanie i sama podsuwa zakończenie tematu. Druga bierze jej „nie mogę” dosłownie — jako informację o dacie, a nie o tobie.
Jeśli drugi termin też odpadnie, a ona nie zaproponuje żadnego swojego, odpuść. Bez urazy i bez komentarza — „to daj znać, jak ci się ułoży” — i wracasz do swoich spraw. Czasem faktycznie odpisze po dwóch tygodniach. Częściej nie odpisze i to jest normalna cena grania w otwarte karty.
Gdy się zgodzi i zamilknie
Zgoda w środę, cisza do soboty. Tak rozsypuje się większość umówionych spotkań: nikt niczego nie odwołuje, po prostu termin przychodzi i mija, a wy oboje udajecie, że nigdy go nie było.
Ratuje to jedna krótka wiadomość dzień wcześniej albo rano w dniu spotkania. Potwierdzenie, nie pytanie, czy nadal ma ochotę. „Trzymamy się jutro o 18? Zaklepię stolik” załatwia sprawę i przy okazji daje jej łatwe wyjście, gdyby coś jej wypadło. Lepiej wiedzieć w czwartek rano niż stać wieczorem pod kawiarnią.
Nie zasypuj jej za to wiadomościami przez te kilka dni tylko po to, żeby podtrzymać kontakt. Rozmowa wyczerpana trzy dni wcześniej zabiera spotkaniu całą ciekawość.
Między desperatem a obojętnym
Obie skrajności biorą się z tego samego: z niepewności, jak propozycja zostanie odebrana. Jedna każe dopisywać coraz więcej, druga każe udawać, że nic ci nie zależy.
- Tłumaczenie się z zaproszenia. „Jeśli nie chcesz, to spoko, bez presji, po prostu pomyślałem…” — trzy zdania obrony przed odmową, która jeszcze nie padła.
- Ponaglanie tego samego dnia. Jedna propozycja, jedna odpowiedź. Jeśli do wieczora następnego dnia nie ma odpowiedzi, nie dopisujesz „?” ani „widziałaś?”.
- „Obojętnie, gdzie chcesz” zamiast wyboru. Tobie wydaje się to luzem, jej — dowodem, że nie chciało ci się wybrać nawet miejsca.
- Przesuwanie terminu w ostatniej chwili. Jedna zmiana godziny dzień przed spotkaniem kasuje połowę tego, co dała konkretna propozycja.
Środek między jednym a drugim jest prosty: powiedz jednym zdaniem, czego chcesz, i nie dopisuj nic więcej. „Chętnie poznałbym cię na żywo. Czwartek o 18, kawa na Hożej?” — to cała wiadomość. Zaangażowanie widać w konkrecie, a nie w liczbie słów.
Część i tak nie wypali
Nawet dobrze napisane zaproszenia bywają odrzucane. Ktoś wrócił do byłego, ktoś pisał z nudów w kolejce, ktoś nie ma teraz głowy do poznawania ludzi — i nie ma to z tobą nic wspólnego. Konkretna propozycja nie sprawi, że każda się zgodzi — skraca za to czas, po którym wiesz, czy jest po co pisać dalej.
Trzy rozmowy, w których zaprosiłeś na konkretny dzień, dadzą ci więcej niż dziesięć takich, które grzecznie ciągną się w nieskończoność.