Jak zacząć rozmowę na Tinderze, żeby nie umarła po drugiej wiadomości
5 min czytania
Otwarcie zadziałało. Odpisała, ty odpisałeś, ona jeszcze raz — a przy piątej wiadomości zostaje suche „haha, no fajnie” i cisza. Dlatego pytanie, jak zacząć rozmowę na Tinderze, tak naprawdę nie dotyczy pierwszej wiadomości. Dotyczy tych czterech, które idą po niej.
Pierwsza wiadomość jest najłatwiejsza. Masz profil, masz zdjęcia, masz się o co zaczepić. Przy drugiej i trzeciej nie masz już nic poza tym, co sam wniesiesz. I właśnie tam rozmowy się kończą.
Dlaczego rozmowa siada przy czwartej wiadomości
Otwórz ostatnią rozmowę, która ucichła, i przeczytaj wyłącznie swoje wiadomości, jedna po drugiej. Jeśli wychodzi z tego „a skąd jesteś?”, „a co robisz zawodowo?”, „a lubisz podróżować?”, to masz odpowiedź. To nie była rozmowa. To był formularz.
Z jej strony wygląda to tak: każda twoja wiadomość dokłada jej pracy i nie daje nic w zamian. Ty wiesz o niej coraz więcej, ona o tobie tyle, co na starcie. Po czwartym pytaniu odpisywanie przestaje być przyjemnością i staje się zadaniem do odhaczenia. Zadania się odkłada — najpierw na wieczór, potem na jutro, potem już nie.
Nie chodzi o to, żeby przestać pytać. Chodzi o to, żeby nie pytać na pusto.
Jak zacząć rozmowę na Tinderze bez zamieniania jej w przesłuchanie
Zasada mieści się w jednym zdaniu: każde pytanie ma mieć przy sobie kawałek ciebie. Zdanie o tym, co robiłeś, co cię ostatnio wkurzyło albo z czym się nie zgadzasz — cokolwiek, co ona może podłapać, zanim jeszcze odpowie na samo pytanie.
To załatwia dwie sprawy naraz. Daje jej dwa punkty zaczepienia zamiast jednego, więc odpisanie robi się łatwiejsze. I z ankietera robi cię kimś, o kim w ogóle coś wiadomo.
Tak pisze większość
a co lubisz robić w wolnym czasie?
Wyślij to
wróciłem właśnie z basenu i ledwo chodzę, chyba mam już ten wiek. a ty uprawiasz coś, czy leżenie się liczy?
Pierwsza każe jej napisać autoprezentację od zera. Druga podsuwa gotowy temat — może odbić żart i dopiero potem zająć się pytaniem.
Nie musisz tego robić przy każdej wiadomości. Wystarczy, że nie wysyłasz trzech gołych pytań pod rząd.
Ile pisać i jak szybko odpisywać
Najprostszy termometr rozmowy to długość jej wiadomości w porównaniu z twoimi. Nie musisz niczego analizować, wystarczy spojrzeć na ekran.
- Jej wiadomości są dłuższe od twoich — ciągnie rozmowę sama. Dokładaj więcej, bo za chwilę jej się to znudzi.
- Podobna długość po obu stronach — jest dobrze, nic nie zmieniaj.
- Jej odpowiedzi robią się coraz krótsze — zmień temat albo zaproponuj spotkanie. Ciągnięcie tego samego wątku tylko przyspieszy koniec.
- Jedno słowo po dwóch dniach — to nie jest kwestia tempa, tylko zainteresowania. Odpuść bez pretensji i bez wyjaśniania jej, co zrobiła źle.
Co do czasu odpowiedzi: nie graj w to, kto odpisze później. Nie ma nic złego w szybkim odpisywaniu, jest coś złego w liczeniu minut. Odpisuj wtedy, kiedy masz czas i ochotę — rozmowa, którą trzeba dozować stoperem, i tak długo nie pociągnie.
Jak wyjść ze small talku, zanim znudzi was oboje
Small talk jest w porządku przez dwie, trzy wymiany. Ma pokazać, że oboje umiecie się zachować, i na tym jego rola się kończy. Problem zaczyna się, kiedy zostajecie w nim na dwadzieścia wiadomości: wiesz już, gdzie pracuje i skąd pochodzi, i dalej nic z tego nie wynika.
Wyjście prowadzi przez jedną zmianę: z faktów na opinie. Fakty się wymienia jak w ankiecie. Opinia, historia albo zgadywanka daje jej coś, z czym może się nie zgodzić — a sprzeciw pisze się sam.
Tak pisze większość
aha, spoko. a gdzie dokładnie pracujesz?
Wyślij to
brzmisz, jakbyś rzuciła tę robotę jutro bez żalu. dobrze zgaduję czy niesprawiedliwie?
Pierwsze pytanie zbiera dane, które i tak zaraz zapomnisz. Drugie stawia tezę o niej samej i wygrywa w obie strony: trafiłeś — jest o czym mówić; nie trafiłeś — dostajesz sprostowanie i też jest o czym mówić.
Działa też najprostsza wersja: opowiedz coś. Trzy zdania o tym, co ci się dzisiaj przydarzyło, robią dla rozmowy więcej niż pięć pytań, bo dają jej wybór, czego się złapać.
Rozmowa traci energię — co zrobić zamiast „i co tam?”
Ten moment poznasz po tym, że ostatnie trzy wiadomości to same potwierdzenia. „Haha”, „no dokładnie”, „zgadzam się”. Nikt nic nie wnosi, oboje czekacie, aż druga strona coś wymyśli.
Nie ratuj tego pytaniem „i co tam u ciebie?”. To jest „hej” wysłane w środku rozmowy, tylko lepiej ubrane. Są dwa wyjścia: powiedzieć wprost, że temat się skończył, albo wrócić do czegoś, co rzuciła wcześniej.
Tak pisze większość
i co tam u ciebie? :)
Wyślij to
ok, temat pogody chyba wyczerpaliśmy. wracam do tej kawiarni, o której pisałaś — w czwartek albo piątek idę to sprawdzić, wchodzisz?
Nazwanie martwego tematu po imieniu jest mniej niezręczne niż udawanie, że żyje. A odgrzanie jej własnego pomysłu zamienia rozmowę w plan — spotkanie pojawia się mimochodem, bez uroczystego zapraszania.
Nie przeciągaj rozmowy w nieskończoność
Rozmowa w aplikacji ma krótki termin przydatności. Po kilkudziesięciu wiadomościach jesteście dla siebie znajomymi z czatu, a propozycja spotkania zaczyna brzmieć dziwnie — bo przez tydzień nic się nie zmieniło poza tym, że napisaliście więcej.
Zaproszenie wysyła się wtedy, kiedy rozmowa idzie najlepiej, a nie wtedy, kiedy zaczyna siadać. Zwykle wypada to gdzieś między drugim a czwartym dniem, po kilkunastu wiadomościach. Propozycja ma być konkretna: miejsce i jeden albo dwa terminy. Po „może kiedyś wpadniemy na kawę” nikt się nigdzie nie umawia.
I rzecz, o której poradniki zwykle nie mówią wprost: część rozmów umrze mimo wszystko. Zniknie w połowie najlepszej wymiany i nigdy się nie dowiesz dlaczego. Miała gorszy tydzień, wróciła do kogoś, po prostu jej przeszło. To nie znaczy, że zrobiłeś coś źle. To cena rozmawiania z kimś, o kim nic jeszcze nie wiesz.
Można za to nie stawiać wszystkiego na jedną rozmowę. Kilka wątków naraz znosi jedno zniknięcie bez szkody; jeden jedyny zamienia każdą ciszę w wydarzenie, a to zawsze słychać w następnej wiadomości.